Zaskakujący debiut Cary Delevingne – recenzja książki „Mirror, mirror”

Cara Delevingne porzuciła karierę modelki i od tamtego czasu mieliśmy okazje oglądać ją w kilku kinowych produkcjach. Aktorstwo nie jest jednak jedynym zainteresowaniem Delevingne, gdyż w tym roku premierę miała jej pierwsza książka. „Mirror, mirror” napisana we współpracy z autorką bestsellerowych powieści Rowan Coleman zaskakuje, ale i zwraca uwagę na ważne problemy z jakimi zmagają się współcześni nastolatkowie.

Jak dowiadujemy się z krótkiego wywiadu zamieszczonego na końcu książki Delevingne postanowiła przedstawić nieocenzurowany obraz trudnych i bolesnych lat dojrzewania oraz zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa związane z mediami społecznościowymi. Czy jej się to udało? Myślę, że tak. „Mirror, mirror” to mądra książka, pouczająca i otwierająca oczy na problemy innych – zwłaszcza na te dotyczące tożsamości.

Czytaj dalej „Zaskakujący debiut Cary Delevingne – recenzja książki „Mirror, mirror””

O poszukiwaniu siebie

Ostatnie_lato_w_Nebrasce_okladka01Nele Neuhaus zasłynęła jako autorka kryminałów z Pią Kirchhoff i Oliverem von Bodensteinem. Jak sama przyznaje tym razem zdecydowała się na powieść młodzieżową, ponieważ pomysł narodził się kilka lat temu, w trakcie wycieczki do USA i do tej pory nie dawał jej spokoju. O czym więc opowiada „Ostatnie lato w Nebrasce”?

Nastoletnia Sheridan jest adoptowana. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, została więc przygarnięta przez małżeństwo Grantów. Rachel Grant, jej adopcyjna matka, całe dnie spędza na uprzykrzaniu życia Sheridan. Dziewczyna nie ma ani chwili spokoju, kobieta potrafi wywołać awanturę nawet z powodu największych błahostek. W końcu Sheridan ma tego dość i postanawia opuścić miasteczko, gdy tylko będzie pełnoletnia. Zanim jednak to się stanie, jej życie będzie obfitowało w problemy, zwłaszcza te natury sercowej.

Nie kupiłam tego. Uwielbiam Nele Neuhaus w kryminałach, powieść obyczajowa jednak zupełnie jej nie wyszła. Zanim jednak krytyka – kilka plusów. Po pierwsze autorka świetnie zbudowała wątek poszukiwania biologicznej matki Sheridan. Sekrety, tajemnice, ślepe tropy – to wychodzi Neuhaus najlepiej. Czytelnik z zaciekawieniem śledzi poczynania głównej bohaterki z niecierpliwością oczekując rozwiązania nurtującej go zagadki.

Kolejnym plusem powieści jest jej klimat. Niemiecka autorka doskonale zobrazowała atmosferę amerykańskiej prowincji. Jak sama przyznaje, odbyła wiele długich rozmów dotyczących treści powieści z dr Kari Hiepko-Oderman. Panie zadbały o najdrobniejsze szczegóły sprawiając, że czytelnik może  wręcz przenieść się na drugą stronę Atlantyku.

Niestety powieść nie należy do dobrych. Największym zarzutem jest mnóstwo wątków, które autorka zaczyna, ale zupełnie ich nie kończy. Wprowadza postaci, które nie wnoszą niczego nowego do fabuły i są niepotrzebnymi zapychaczami (powieść ma ponad 500 stron).

Najgorsze jednak w tym wszystkim jest mocno rozbudowane życie erotyczne głównej bohaterki. O ile szczegóły związane z codziennością w Nebrasce dodają powieści autentyczności, o tyle miłosne przygody Sheridan kompletnie tą wiarygodność odbierają. Czasem zastanawiałam się ile na siebie może wziąć jedna bohaterka, bo Sheridan wydaje się posiadać problemy, trzech różnych kobiet. Nie jest to złożona osobowość, tylko brak pomysłu na inne poprowadzenie fabuły. Neuhaus więc robi wszystko, co tylko się da, aby urozmaicić wątek detektywistyczny – jedyny, który w Ostatnim lecie w Nebrasce jej się udał.

Podsumowując, Nele Neuhaus postanowiła sprawdzić się w innym gatunku niż kryminał. Widać jednak, że w pisaniu powieści young-adult brakuje jej doświadczenia i dobrych pomysłów. Lekturę polecam tylko fanom Neuhaus. Inni czytelnicy będą zawiedzeni.

Ostatnie_lato_w_Nebrasce_okladka01Tytuł: Ostatnie lato w Nebrasce
Autor:
Nele Neuhaus
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-8008-119-2
Liczba stron: 528
Cena: 34,90 zł
Ocena: 3/6

Nebraska, lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Szesnastoletnia Sheridan, śliczna adoptowana córka wpływowych i zamożnych Grantów, mieszka z rodziną na prowincji. Monotonia życia, zaściankowość ludzi i złośliwości macochy przytłaczają niezwykle zdolną dziewczynę. Na szczęście jest ciotka Isabella, są książki, konie i muzyka, którą Sheridan kocha ponad wszystko. Jest też szkolny zespół muzyczny i jego lider, Brandon. Biblioteka ciotki odkrywa przed Sheridan nieznany świat, pełen pasji, wolności i namiętności. Kolejni mężczyźni: pomocnik na farmie, jeździec rodeo i pisarz pokazują jej wszystkie odcienie miłości i zmysłowości. Czy światem naprawdę rządzi seks? Czy jest w nim miejsce na miłość?
W tym samym czasie Sheridan znajduje pamiętniki tajemniczej Carolyn, która wiele lat temu zniknęła bez śladu. Emocje rosną aż do chwili, gdy w Halloween dzieje się coś strasznego. Dopiero teraz staje się jasne, komu Sheridan naprawdę może zaufać…
Fascynująca powieść o najważniejszych wyborach w życiu młodej dziewczyny.

Kici, kici – miau, miau

dziewiec_zyc_chloe_king_tom_3_wybrana_IMAGE1_306233_3_3_1Czasem podczas lektury ma się to okropne uczucie niedosytu. Z chęcią chcielibyśmy poznać dalszą część danej historii. Niestety autor dość stanowczo upiera się przy swojej wersji wydarzeń i nie chce nawet w najmniejszym stopniu zmienić swojej opowieści. Żadnych dopowiedzeń czy kolejnych części cyklu. Bywają jednak autorzy, którzy z przyjemnością powiedzą nam jak najwięcej, w jak najmniej atrakcyjnej formie. Niewątpliwie, do tego elitarnego grona, należy także Liz Braswell.

Wybrana jest tomem, który kończy serię o Chloe King. Nic więc dziwnego, że naszły mnie myśli podsumowujące całą trylogię. Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy zapoznałam się z serią Liz Braswell – byłam zaciekawiona i radosna, bo wreszcie miałam okazję przeczytać książkę, której fabuła jest oryginalna i wyróżniająca się na tle innych powieści YA.

Niestety, im akcja bardziej się rozkręcała, tym sama opowieść stawała się coraz bardziej rozwlekła. Zaczęłam tracić entuzjazm. Wybraną czytało mi się najgorzej. Po pierwsze dlatego, że autorka nie miała w tej części zbyt wiele do przekazania. Po drugie, gdyż nie potrafiła zbudować napięcia, a co za tym idzie zaciekawić czytelnika na tyle, aby pozostał przy lekturze.

Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego autorka nie wydała całej trylogii jako jednej, pisanej ciągiem powieści. Wybrana jest wypełniona niewiele znaczącymi wydarzeniami, które są pewnego rodzaju zapychaczem do stworzonych już części. Braswell zupełnie nie miała pomysłu na napisanie tego tomu (a przecież zakończyć przygody Chloe King po dwóch częściach nie wypada). Rozumiem chęć zarobku, ale czy na prawdę Braswell nie ma w sobie choć tej odrobiny chęci do samorealizacji, do dawania z siebie wszystkiego? Zamiast powieści, która powinna dostarczać młodzieży jakiejś nauki, przygody, fascynacji – otrzymujemy pisany bez polotu gniot. Czuję się oszukana.

To chyba jeden z nielicznych momentów, gdy zdecydowanie bardziej polecam ekranizację od serii powieściowej. Mimo, iż są to dwa różne twory, to jednak Dziewięć żyć Chloe King, w przeciwieństwie do papierowego pierwowzoru, potrafi zaskoczyć odbiorcę i wzbudzić jego zainteresowanie niemal na każdym etapie. Braswell zdecydowanie poległa na tym polu. Żałuję, ze dotrwałam do końca cyklu.

dziewiec_zyc_chloe_king_tom_3_wybrana_IMAGE1_306233_3_3_1Tytuł: Wybrana
Cykl: Dziewięć żyć Chloe King (#3 w serii)
Autor: Liz Braswell
Wydawnictwo: Filia
ISBN: 978-83-63622-96-1
Liczba stron: 272
Data wydania: 2014
Cena: 34,90 zł
Ocena: 3/6

Chloe King wreszcie zaczyna panować nad sytuacją. Zrozumiała, kim jest, gdzie jest jej miejsce i co chce teraz robić. Jest przecież niezwykła i ma niespotykane zdolności. Dwie rywalizujące ze sobą grupy uważają, że została „wybrana” do roli przywódcy. Ona jednak nie kupuje tego całego gadania o starożytnej wojowniczce, a już na pewno nie ma zamiaru tworzyć superbohaterskiego alter ego jak postacie ze starych komiksów. Dla Chloe bycie tą Jedyną oznacza, że może robić to, na co tylko ma ochotę, czyli dobrze się bawić i tylko sporadycznie spotykać się z ludźmi kotami.

Kiedy jednak znajduje jednego ze swoich przyjaciół wykrwawiającego się na śmierć, zdaje sobie sprawę, że czas walki jeszcze nie minął. I tak naprawdę nigdy się nie skończy. Mai i Bractwo Dziesiątego Ostrza nie ustaną w morderczej rywalizacji, dopóki Chloe nie zaakceptuje swojego przeznaczenia –nie obejmie przywództwa.

Dashner w krainie Poparzeńców

lek_na_smierc_IMAGE1_299916_12Na 2017 rok planowana jest premiera ekranizacji Leku na śmierć Jamesa Dashnera. Nie zamierzałam czekać tak długo, więc po pierwowzór sięgnęłam od razu. Po Próbach ognia nurtowało mnie wiele pytań, na które odpowiedź miałam nadzieję poznać już teraz. Czy się zawiodłam?

Tak.

James Dashner w ostatnim tomie trylogii dość skutecznie pozbył się, budowanego przez dwie poprzednie części, napięcia. Odpowiedzi na większość pytań uzyskujemy już niemal na samym początku książki. Jest to chyba największy błąd autora. Błąd, który nie został niezauważony, gdyż miałam wrażenie, że Dashner usilnie stara się go naprawić, próbując nieco „pobawić się” wydarzeniami i tworząc niezbyt ciekawe i z lekka przewidywalne zwroty akcji.

Im dalej w fabułę, tym więcej Poparzeńców.

Może w ten sposób autor stara się zatuszować inne mankamenty powieści? Gdy przewidywalna – pojawia się obraz pożywiającego się Poparzeńca, gdy nudna – zaczynają się ataki, a gdy mamy już ochotę odłożyć książkę na półkę – bam! – kolejne, mające nas zaskoczyć wydarzenie z Poparzeńcami. Od połowy książki ich ilość staje się przytłaczająca. Dlaczego? Przede wszystkim w żadnej z poprzednich części nie mieliśmy z nimi tyle do czynienia. Autor stara się te braki nadrobić, ale bądźmy szczerzy – co za dużo to niezdrowo.

Thomas – zagubiony nastolatek.

Wbrew pozorom jest to dość duży plus Leku na śmierć. Thomas jest nie tylko zagubiony, ale i przerażony. Nie zgrywa bohatera. Nie jest wszystkowiedzący, odważny i silny. Jest zwyczajnym nastolatkiem, którego zaczyna przerastać liczba tragedii i trudnych wyborów. Jest to niezwykle miła odmiana, która sprawia, że główny bohater serii wydaje się czytelnikom bliższy. To postać, która wreszcie została wykreowana realistycznie. Skończyła się brawura, zbytnia dojrzałość i odpowiedzialność za wszystkich. Thomas przeszedł metamorfozę, która utrzymuje się przez zdecydowaną większość książki. Jednak te chwile słabości i zwątpienia są niezaprzeczalnie jednym z największych atutów powieści.

Czym jest miłość w świecie opanowanym przez Pożogę?

Niczym. Dashner kompletnie rozwalił budowany z takim trudem wątek miłosny pomiędzy Thomasem, Teresą i Brendą. Nie można jednak powiedzieć, że nic się w tym względzie nie dzieje – wręcz przeciwnie, autor tak komplikuje tę relację, że mam wrażenie, iż w końcu sam się w niej pogubił i postanowił porzucić ten wątek. Może to i lepiej.

To nie jest zła książka.

Zdecydowanie nie. Ma jednak kilka minusów, które postanowiłam Wam przedstawić. Czy polecam? Nie. Myślę, że pierwsza część była najlepszą z całej serii, a każda kolejna jest tylko próbą przedłużenia tej historii na siłę. To powinna być jednotomowa opowieść, a nie rozwlekła trylogia z dwoma uzupełnieniami. Zawiodłam się.

 

lek_na_smierc_IMAGE1_299916_12Tytuł: Lek na śmierć
Cykl: Więzień labiryntu (#3 w serii)
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 2014
ISBN:  9788361386407
Liczba stron: 388
Cena: 37,90 zł
Ocena: 4,5/6

„Lek na śmierć” to ostatnia z serii „Więźnia Labiryntu” książka autorstwa Jamesa Dashnera. Seria ta wywołała prawdziwą eurofię wśród młodych miłośników fantastyki i skłoniła producentów do stworzenia jej filmowej adaptacji. Nic w tym dziwnego – cała seria porywa plastycznymi opisami oraz umiejętnie budowaną narracją. Bohaterem serii jest Thomas, który budzi się w windzie i wie tylko jedno: jak ma na imię. Po wyjściu z niej trafia do Strefy, będącej centralnym punktem wielkiego Labiryntu. Czy obecność innych osób, równie zdezorientowanych jak on, pomoże przy rozwiązaniu zagadki? W kolejnych częściach sagi Thomas musi stawić czoło znacznie poważniejszemu zagrożeniu…

Lakoniczność nie jest lepsza niż paplanina

drot-stworzony-z-nadziei,big,596828Parafrazując jeden z cytatów* znajdujących się w powieści Doroty Brzęk – Drot. Stworzony z nadziei postanowiłam zwrócić uwagę na jeden z podstawowych błędów, jakie popełniła autorka książki. Dorota Brzęk ma zaledwie 16 lat, jednak już w tak młodym wieku podjęła się trudnego wyzwania jakim jest napisanie własnej powieści fantastycznej. Niestety młodość autorki i jej brak doświadczenia są tym, co zabija Drota strona po stronie. Największym zarzutem jaki mam do autorki jest wymyślona przez nią historia. Kolejnym – sposób w jaki została ona przedstawiona czytelnikom.

Wiktoria Stan jest młodą matką, której życie niejednokrotnie dało w twarz – samobójstwo ojca na jej oczach, nienawiść matki, poniżający ją były. Z opisu zamieszczonego na okładce książki pojawia się pierwszy obraz głównej bohaterki. Kobieta po przejściach i w dodatku z dzieckiem – nie jest to typowa postać powieści fantastycznych. Autorka od razu zdobyła u mnie plus za oryginalność. Niestety opis opisem, a powieść zdaje się być czymś zupełnie innym. Okazuje się bowiem, że główna bohaterka nie ma w zasadzie charakteru. Choć może powinnam raczej powiedzieć, że wręcz przeciwnie – jej osobowość niezwykle mocno przypomina bohaterki takich powieści jak ZmierzchSzeptem czy Ever. To nie jest kobieta skrzywdzona życiem tylko nastolatka naiwnie poszukująca sensu swego istnienia, bogactwa i luksusu.

Wiktoria musi podjąć decyzję, kim chce być i czy jest gotowa, aby poznać zupełnie nowy świat. Po przeczytaniu całej powieści nie byłam w stanie określić, kiedy dokładnie nadszedł ten moment decydowania o swojej przyszłości. Mam wrażenie, że główna bohaterka dryfuje przez swoje życie pozwalając innym podejmować za nią decyzje. Znowu się zawiodłam. Jednak nie byłam w stanie do końca przekreślić tej postaci. Wiktoria bywa zabawna, zagubiona i nieodpowiedzialna. Jest niezwykle emocjonalna i troszczy się o swoich bliskich. W niektórych momentach autorce udało się nadać jej odrobiny realizmu, co powoduje, że w tych kilku procentach jesteśmy w stanie się z nią utożsamić.

Odkąd przeczytałam tytuł powieści, zaczęłam się zastanawiać: kim jest tytułowy drot? Okazuje się, że w zasadzie nikim ważnym i nikim nowym. Stworzona przez Alyson Noël postać nieśmiertelnego to dokładne odzwierciedlenie drota – szybki, silny i oczywiście nieśmiertelny. Dodajmy do tego opisu kilka wampirzych umiejętności (obecnych w książkach K. i P.C.Cast, K.Sparks czy też J.R.Ward) i mamy idealną postać drota. Podobne wpływy literatury młodzieżowej są widoczne także w pozostałych częściach książki. Nie bez powodu porównałam główną bohaterkę do Belli czy Nory.

Sama forma również budzi moje zastrzeżenia. Przede wszystkim autorka w swoich opisach jest zbyt lakoniczna. Nie jest to, przeciwnie do jej przekonań, dobry zabieg. Mam ogromne poczucie niedosytu. Akcja jest żywa, dynamiczna, ale ma się wrażenie, że mknie niczym pociąg, który nie zatrzymuje się na żadnej stacji. Zupełnie jakbyśmy biegli w maratonie, ale nie mogli złapać tchu. Oczywiście Dorota Brzęk próbuje trochę spowolnić akcję, jednak niespecjalnie jej się to udaje. Opisy, które w zamierzeniu miały być statyczne pisane są w sposób dynamiczny (krótkie zdania, szybkie zarysowanie przestrzeni, szkice). W pewnym momencie główna bohaterka zaczęła czytać swojej córeczce bajkę, ale czytelnik nie ma szansy dowiedzieć się o czym była – od razu pojawia się kolejna czynność, akcja mknie dalej. Efekt takich zachowań mógł być tylko jeden – zupełnie nie obchodził mnie los głównej bohaterki, a co za tym idzie sama powieść była dla mnie niemałym wyzwaniem. Bardzo ciężko czytać książkę napisaną w ten sposób i przynajmniej udawać, że jest ona interesująca.

Ostatni zarzut mam do samego wydawnictwa, a konkretnie do grafików i korektorów pracujących nad Drotem. Po pierwsze okładka – z lupą trzeba się doszukiwać na niej nazwiska autorki. Po drugie błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Rozumiem, że nie zawsze można wszystko poprawić. Wiem, że nawet najlepszy korektor czasem czegoś nie zauważy, a wszelkie literówki często się zdarzają. Jednak, gdy widzę takie zdanie, jak to poniżej (powtórzenia, omijanie liter) – to tracę cierpliwość i wszelkie pokłady optymizmu. Ta powieść nie powinna zostać wydana! Przynajmniej nie w takim stanie.

20160114_085825

Na zakończenie – w tej powieści pojawia się kilka ciekawych rozwiązań. Mam jednak wrażenie, że książka została wydana zbyt wcześnie. W momencie gdy czytam fragmenty o wolności (cytat poniżej), które wydają się być kreowane na rozważania filozoficzne, to nie potrafię się zmusić do tego, żeby autorce uwierzyć. Problem wolności czy samotnego macierzyństwa opowiadane słowami szesnastolatki, która usilnie stara się mnie przekonać, że wie o czym mówi, to nie jest coś, w co łatwo mi uwierzyć. Aforyzmy, sentencje i myśli charakterem przypominające powieści Paula Coelho występują w tej powieści bardzo często. Nie sądzę jednak, aby były one tu potrzebne – odbierają powieści tej minimalnej dozy autentyczności. Myślę, że Drot. Stworzony z nadziei to powieść, która powinna pozostać na dnie szuflady. Zdecydowanie nie polecam!

Wolność docenia się dopiero wtedy, gdy się ją straci. Gdy człowiek czuje oddech niewoli na plecach, żyje inaczej, potrafi przeżywać każdą chwilę mocniej, dokładniej. Dopiero bez wolności tak naprawdę zaczyna rozumieć się życie. Wolności nie da się kupić, nawet za miliardy; nie da się jej nabyć ani pozyskać. Wolność trzeba mieć w sobie i w nią wierzyć, inaczej nigdy nie nadejdzie… Jest pięć żelaznych kłódek, których żaden pieniądz nie otworzy: miłość, przyjaźń, wolność, nadzieja i życie… Wolność jest jednym z podstawowych przedmiotów na studiach życia. Nie da się nie przystąpić do jej egzaminu, nie można nie chodzić na wykłady, nie powinno się jej lekceważyć. Nigdy. – Dorota Brzęk (fragment powieści)

*oryginalny cytat: Lakoniczność jest lepsza niż paplanina

drot-stworzony-z-nadziei,big,596828Autor: Dorota Brzęk
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 978-83-7942-885-4
Data wydania: 2015
Liczba stron: 288
Cena: 32 zł
Moja ocena: 2/6

Wiktoria Stan jest młodą matką, której życie niejednokrotnie dało w twarz – samobójstwo ojca na jej oczach, nienawiść matki, poniżający ją były. Nic tylko skoczyć z okna. Jednak dziewczyna się nie poddaje. Każdy dzień jest dla niej heroiczną walką.

Wszystko się zmienia, kiedy Wiktoria ginie pod kołami samochodu. Tonie w ciemności. Otwiera oczy na słonecznej łące i widzi… cień. Alfę i Omegę. Boga, który daje jej drugą szansę. Dziewczyna budzi się z powrotem wśród żywych, ale nie jest już człowiekiem, tylko drotem… Szybszą, silniejszą, piękniejszą i bystrzejszą wersją dawnej siebie. Kiedy w szpitalu zjawia się tajemniczy Mark, Wiktoria musi podjąć decyzję, kim chce być i czy jest gotowa, aby poznać zupełnie nowy świat.