Mistrz krótkiej formy powraca – recenzja książki „Wilcze leże”

Wilcze leże recenzja pilipiuk begoodartMiłośnicy opowiadań o Robercie Stormie i doktorze Skórzewskim mają powód do świętowania. „Wilcze leże” to już dziewiąty zbiór opowiadań, w których te postacie często się przewijają. Andrzej Pilipiuk w tym tomie zachwyca przede wszystkim niepowtarzalną atmosferą, humorem oraz stopniowo budowanym napięciem.

Pilipiuk z wykształcenia jest archeologiem i to właśnie ten temat bardzo często poruszany jest w opowiadaniach. Znajdziemy w nich również wiele ciekawostek związanych z samą pracą archeologów. Co za tym idzie w książce nie mogło również zabraknąć wielu odniesień historycznych. Pilipiuk opisuje poszczególne wydarzenia w sposób interesujący, nie zasypuje czytelnika datami i niepotrzebnymi szczegółami, co niewątpliwie można uznać za atut zbioru.

Czytaj dalej „Mistrz krótkiej formy powraca – recenzja książki „Wilcze leże””

Reklamy

Przestroga dla pokoleń

czarujace-czarownice-przerazajace-oddzialywanie-na-odleglosc-cz-iiiZ powieści na powieść Maciej Bennewicz zaskakuje czytelnika coraz bardziej. Zabawa formą, nieprzewidywalność wydarzeń, zwroty akcji i poruszanie ważnych tematów – to już niemal wizytówka autora. Czarujące czarownice, czyli trzeci tom z cyklu Przerażające oddziaływania na odległość to kolejny przykład na to, ze Bennewiczowi nie straszny żaden gatunek literacki.

Tuż po lekturze wniosek nasuwa się jeden – Czarujące czarownice jawią się czytelnikowi jako swego rodzaju przestroga dla pokoleń. Tematy poruszane przez Bennewicza dotyczą raczej ogółu, niż pojedynczych jednostek. Autor stara się zwrócić uwagę, że czasem sytuacje błahe i z pozoru nas niedotyczące, są tak naprawdę ważne i mają na nasze życie ogromny wpływ. Wiele przemyśleń dotyczyć więc będzie obecnej sytuacji człowieka w świecie, jego historii, słabości, ale także współczesnych, politycznych wydarzeń, które Bennewicz ukrywa pod subtelnymi i dość trafnymi metaforami.

Podróże pomiędzy wcieleniami i światami są niezwykle atrakcyjne. Mam wrażenie, że każda z części pisana jest w innym duchu, innej formie – przez, co niekoniecznie trzeba je traktować jako zbitą całość, jedność. Czarujące czarownice skupiają fabułę głównie na życiu dworskim – pojawiają się spiski, intrygi, miłostki. Nie brakuje także wielu magicznych wydarzeń i fantastycznych istot.

Autor posługuje się przy tym różnymi punktami widzenia. Wypowiedzi bohaterów są często różne, ale na tyle wartościowe, że czytelnik wręcz czuje zobowiązanie do głębszego zastanowienia się nad ich sensem. Sam motyw podróży między światami jest dość sprawnie poprowadzony, jednakże coachingowa część powieści maskuje fantastyczność fabuły. Efekt – książkę należy czytać powoli, smakując każde słowo, analizując każdy rozdział z osobna. W przeciwnym razie pojawia się ryzyko niezrozumienia fabuły i zagubienia. Bennewicz często posługuje się przypisami, które jeszcze bardziej mają nam pomóc w zrozumieniu złożoności wykreowanego przez niego świata. Trzeba być więc dość mocno skoncentrowanym na lekturze i przyznam szczerze miałam z tym niemały problem. Czułam się nieco zagubiona w akcji, gdyż przytłaczała mnie nieco ilość własnych przemyśleń, przez co zmuszona byłam do częstego przerywania lektury. Nie uważam jednak tego za minus książki, wręcz przeciwnie – Czarujące czarownice miały być bodźcem do rozważań na tematy, którym być może nie poświęciłabym normalnie większej uwagi.

Po raz kolejny jestem pod wrażeniem humoru i niezwykłej umiejętności chowania prawdziwych wydarzeń, z naszego codziennego życia, pomiędzy wierszami powieści (jak np. prace nad programem Rodzina 500+). Tego typu działania sprawiają, że książka staje się jeszcze bardziej wartościowsza, bo bliższa czytelnikowi. Ponadto ma on niezwykle wielką frajdę z odszukiwania tego typu odniesień.

Podsumowując, Czarujące czarownice to kolejny przykład na to, że sprawnie napisana historia, która ma w sobie odpowiednie pokłady potencjału, może okazać się lekturą zmieniającą nasz punkt widzenia lub otwierającą oczy na niektóre sprawy. Bardzo cieszy mnie fakt, że autor w żadnym stopniu się nie ogranicza, a zabawa formą i różne tematy, poruszane na kartach powieści to jeden z najlepszych na to dowodów. Z niecierpliwością czekam więc na część czwartą – Opowiadacza snów. Polecam!


czarujace-czarownice-przerazajace-oddzialywanie-na-odleglosc-cz-iiiTytuł:
Czarujące czarownice 
Cykl: Przerażające oddziaływania na odległość (#3 w serii)
Autor: Maciej Bennewicz
Wydawnictwo: Coach & couch. Autobus i kanapa
ISBN: 9788393752454
Data wydania: 2016
Liczba stron: 320
Cena: 34,90 zł
Ocena: 4/6

Czarujące czarownice – przybywają. Są w takim samym stopniu złowrogie, co zniewalające! Strzeżcie się ich! W trzeciej części powieści Bennewicza, czytelnik jest zaskakiwany nie mniej niż w poprzednich. Tytuł cyklu: Przerażające oddziaływania na odległość – to cytat z Einsteina. Czym był tak przerażony? Fizyką kwantową, fizyką cudów.

Autor w swojej powieści wprowadza nas w świat, w którym cuda nowej fizyki stały się rzeczywistością. Podróże w czasie i światy alternatywne to naturalne zjawiska, zaś czary, to codzienna praktyka. W części trzeciej tytułowe Czarujące czarownice nie tylko rzucają uroki, są także budzącą lęk królową albo piękną kobietą o uwodzicielskim uroku, walczącą o swoje prawa bojowniczką, przebiegłą matką rodu oligarchów. Władają światem, z rzadka tylko używając legalnych metod. Namiętność, pożądanie, zemsta to uczucia, które targają bohaterami. Tym razem nie zabraknie też wielkiej miłości, podstępnej zdrady, walki na miecze i hordy dzikich wojowników.

Logo coach & couch autobus i kanapa

Konkursy (nie) tylko dla kobiet #1

Wybiła 8:00, rozpoczynamy zabawę 🙂 Na początek życzymy wszystkim Paniom dużo szczęścia, miłości, ciepła i spełnienia wszystkich  marzeń, a także dużej ilości wolnego czasu spędzonego przy miłej lekturze 😉

Mamy dla Was trylogię Macieja Bennewicza – Przerażające oddziaływania na odległość. Aby wziąć udział w konkursie wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Czym jest dla Ciebie coaching?

Zgłoszenia możecie przesyłać mejlowo – begoodartliteratura@gmail.com z hasłem – DZIEŃ KOBIET lub poprzez komentarz na wydarzeniu na Facebooku – https://www.facebook.com/events/232984293710679/

Konkurs trwa do 13.03.2016 włącznie, zgłoszeń wysłanych w późniejszym terminie nie bierzemy pod uwagę.

Powodzenia! 🙂

powiesc szablon
REGULAMIN:
1. Organizatorem konkursu jest portal kulturalny BeGoodArt – www.begoodart.com we współpracy z blogiem https://zaczytana28.wordpress.com i wortalem http://www.webook.pl
2. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do 7 dni po zakończeniu konkursu.
3. Konkurs trwa od 8 do 13 marca 2016 włącznie. Zgłoszenia, które zostaną nadesłane po wyznaczonym terminie, nie będą brane pod uwagę.
4. Warunkiem udziału w konkursie jest przesłanie do nas maila zawierającego odpowiedź na pytanie konkursowe begoodartliteratura@gmail.com z hasłem – DZIEŃ KOBIET lub napisanie komentarza z odpowiedzią, bezpośrednio pod postem na wydarzeniu – https://www.facebook.com/events/232984293710679/
5. Na adres kontaktowy czekamy 5 dni od dnia ogłoszenia wyników. W przypadku braku możliwości skontaktowania się ze zwycięzcą nagroda zostanie przyznana kolejnemu uczestnikowi z listy uczestników spełniających warunki konkursu.
6. W każdym konkursie można wziąć udział tylko raz i uczestnikowi konkursu przysługuje tylko jedna nagroda. Uczestnik musi mieszkać na terenie Polski.
7. Mamy miesiąc czasu na wysyłkę nagród – część wysyłają bowiem sponsorzy. Jeśli po tym czasie nagroda nie dojdzie, prosimy o pilny kontakt.
8. Udział w konkursie jest równoznaczny ze zgodą na przetwarzanie danych osobowych przez Organizatora konkursu zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926, z późn. zm.) wyłącznie w celu przeprowadzenia konkursu.
9. Zastrzegamy sobie prawo do zmiany regulaminu.

 

Lakoniczność nie jest lepsza niż paplanina

drot-stworzony-z-nadziei,big,596828Parafrazując jeden z cytatów* znajdujących się w powieści Doroty Brzęk – Drot. Stworzony z nadziei postanowiłam zwrócić uwagę na jeden z podstawowych błędów, jakie popełniła autorka książki. Dorota Brzęk ma zaledwie 16 lat, jednak już w tak młodym wieku podjęła się trudnego wyzwania jakim jest napisanie własnej powieści fantastycznej. Niestety młodość autorki i jej brak doświadczenia są tym, co zabija Drota strona po stronie. Największym zarzutem jaki mam do autorki jest wymyślona przez nią historia. Kolejnym – sposób w jaki została ona przedstawiona czytelnikom.

Wiktoria Stan jest młodą matką, której życie niejednokrotnie dało w twarz – samobójstwo ojca na jej oczach, nienawiść matki, poniżający ją były. Z opisu zamieszczonego na okładce książki pojawia się pierwszy obraz głównej bohaterki. Kobieta po przejściach i w dodatku z dzieckiem – nie jest to typowa postać powieści fantastycznych. Autorka od razu zdobyła u mnie plus za oryginalność. Niestety opis opisem, a powieść zdaje się być czymś zupełnie innym. Okazuje się bowiem, że główna bohaterka nie ma w zasadzie charakteru. Choć może powinnam raczej powiedzieć, że wręcz przeciwnie – jej osobowość niezwykle mocno przypomina bohaterki takich powieści jak ZmierzchSzeptem czy Ever. To nie jest kobieta skrzywdzona życiem tylko nastolatka naiwnie poszukująca sensu swego istnienia, bogactwa i luksusu.

Wiktoria musi podjąć decyzję, kim chce być i czy jest gotowa, aby poznać zupełnie nowy świat. Po przeczytaniu całej powieści nie byłam w stanie określić, kiedy dokładnie nadszedł ten moment decydowania o swojej przyszłości. Mam wrażenie, że główna bohaterka dryfuje przez swoje życie pozwalając innym podejmować za nią decyzje. Znowu się zawiodłam. Jednak nie byłam w stanie do końca przekreślić tej postaci. Wiktoria bywa zabawna, zagubiona i nieodpowiedzialna. Jest niezwykle emocjonalna i troszczy się o swoich bliskich. W niektórych momentach autorce udało się nadać jej odrobiny realizmu, co powoduje, że w tych kilku procentach jesteśmy w stanie się z nią utożsamić.

Odkąd przeczytałam tytuł powieści, zaczęłam się zastanawiać: kim jest tytułowy drot? Okazuje się, że w zasadzie nikim ważnym i nikim nowym. Stworzona przez Alyson Noël postać nieśmiertelnego to dokładne odzwierciedlenie drota – szybki, silny i oczywiście nieśmiertelny. Dodajmy do tego opisu kilka wampirzych umiejętności (obecnych w książkach K. i P.C.Cast, K.Sparks czy też J.R.Ward) i mamy idealną postać drota. Podobne wpływy literatury młodzieżowej są widoczne także w pozostałych częściach książki. Nie bez powodu porównałam główną bohaterkę do Belli czy Nory.

Sama forma również budzi moje zastrzeżenia. Przede wszystkim autorka w swoich opisach jest zbyt lakoniczna. Nie jest to, przeciwnie do jej przekonań, dobry zabieg. Mam ogromne poczucie niedosytu. Akcja jest żywa, dynamiczna, ale ma się wrażenie, że mknie niczym pociąg, który nie zatrzymuje się na żadnej stacji. Zupełnie jakbyśmy biegli w maratonie, ale nie mogli złapać tchu. Oczywiście Dorota Brzęk próbuje trochę spowolnić akcję, jednak niespecjalnie jej się to udaje. Opisy, które w zamierzeniu miały być statyczne pisane są w sposób dynamiczny (krótkie zdania, szybkie zarysowanie przestrzeni, szkice). W pewnym momencie główna bohaterka zaczęła czytać swojej córeczce bajkę, ale czytelnik nie ma szansy dowiedzieć się o czym była – od razu pojawia się kolejna czynność, akcja mknie dalej. Efekt takich zachowań mógł być tylko jeden – zupełnie nie obchodził mnie los głównej bohaterki, a co za tym idzie sama powieść była dla mnie niemałym wyzwaniem. Bardzo ciężko czytać książkę napisaną w ten sposób i przynajmniej udawać, że jest ona interesująca.

Ostatni zarzut mam do samego wydawnictwa, a konkretnie do grafików i korektorów pracujących nad Drotem. Po pierwsze okładka – z lupą trzeba się doszukiwać na niej nazwiska autorki. Po drugie błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Rozumiem, że nie zawsze można wszystko poprawić. Wiem, że nawet najlepszy korektor czasem czegoś nie zauważy, a wszelkie literówki często się zdarzają. Jednak, gdy widzę takie zdanie, jak to poniżej (powtórzenia, omijanie liter) – to tracę cierpliwość i wszelkie pokłady optymizmu. Ta powieść nie powinna zostać wydana! Przynajmniej nie w takim stanie.

20160114_085825

Na zakończenie – w tej powieści pojawia się kilka ciekawych rozwiązań. Mam jednak wrażenie, że książka została wydana zbyt wcześnie. W momencie gdy czytam fragmenty o wolności (cytat poniżej), które wydają się być kreowane na rozważania filozoficzne, to nie potrafię się zmusić do tego, żeby autorce uwierzyć. Problem wolności czy samotnego macierzyństwa opowiadane słowami szesnastolatki, która usilnie stara się mnie przekonać, że wie o czym mówi, to nie jest coś, w co łatwo mi uwierzyć. Aforyzmy, sentencje i myśli charakterem przypominające powieści Paula Coelho występują w tej powieści bardzo często. Nie sądzę jednak, aby były one tu potrzebne – odbierają powieści tej minimalnej dozy autentyczności. Myślę, że Drot. Stworzony z nadziei to powieść, która powinna pozostać na dnie szuflady. Zdecydowanie nie polecam!

Wolność docenia się dopiero wtedy, gdy się ją straci. Gdy człowiek czuje oddech niewoli na plecach, żyje inaczej, potrafi przeżywać każdą chwilę mocniej, dokładniej. Dopiero bez wolności tak naprawdę zaczyna rozumieć się życie. Wolności nie da się kupić, nawet za miliardy; nie da się jej nabyć ani pozyskać. Wolność trzeba mieć w sobie i w nią wierzyć, inaczej nigdy nie nadejdzie… Jest pięć żelaznych kłódek, których żaden pieniądz nie otworzy: miłość, przyjaźń, wolność, nadzieja i życie… Wolność jest jednym z podstawowych przedmiotów na studiach życia. Nie da się nie przystąpić do jej egzaminu, nie można nie chodzić na wykłady, nie powinno się jej lekceważyć. Nigdy. – Dorota Brzęk (fragment powieści)

*oryginalny cytat: Lakoniczność jest lepsza niż paplanina

drot-stworzony-z-nadziei,big,596828Autor: Dorota Brzęk
Cykl: jednotomowa
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 978-83-7942-885-4
Data wydania: 2015
Liczba stron: 288
Cena: 32 zł
Moja ocena: 2/6

Wiktoria Stan jest młodą matką, której życie niejednokrotnie dało w twarz – samobójstwo ojca na jej oczach, nienawiść matki, poniżający ją były. Nic tylko skoczyć z okna. Jednak dziewczyna się nie poddaje. Każdy dzień jest dla niej heroiczną walką.

Wszystko się zmienia, kiedy Wiktoria ginie pod kołami samochodu. Tonie w ciemności. Otwiera oczy na słonecznej łące i widzi… cień. Alfę i Omegę. Boga, który daje jej drugą szansę. Dziewczyna budzi się z powrotem wśród żywych, ale nie jest już człowiekiem, tylko drotem… Szybszą, silniejszą, piękniejszą i bystrzejszą wersją dawnej siebie. Kiedy w szpitalu zjawia się tajemniczy Mark, Wiktoria musi podjąć decyzję, kim chce być i czy jest gotowa, aby poznać zupełnie nowy świat.

Coachingu ciąg dalszy – krótki poradnik o snuciu intryg

Głowa do wynajęciaMaciej Bennewicz nie przestaje mnie zaskakiwać. O ile pierwsza część z cyklu Przerażające oddziaływania na odległość urzekły mnie swoją klimatycznością i prostotą przekazu, o tyle Głowa do wynajęcia zdaje się być odmienna i zachwycać zupełnie innymi cechami. Tutaj losy głównych bohaterów stają się jeszcze bardziej skomplikowane i zgodnie z opisem okładkowym ta część jest „mroczniejsza od pierwszej i jednocześnie bardziej refleksyjna”. 

Wydaje się, że autorowi nie straszny żaden gatunek literacki. Fantastyka? Kryminał? Political fiction? Stworzenie gatunkowej mozaiki jest nie lada wyczynem i wielu poległo już na tym polu. Bennewicz jednak posiada tę lekkość pióra i doskonałe wyczucie, które sprawia, że zabawa formą staje się jednocześnie świetną okazją do zaprezentowania światu swoich literackich możliwości.

Bardzo spodobało mi się wykorzystanie w powieści postaci tak rzadko używanych w literaturze. Mowa oczywiście o chupacabrach. Ich pojawienie się wiele do tekstu wnosi, sprawiając, że staje się on nie tylko świeży i oryginalny, ale także pozbawiony schematyczności i zachęcający do lektury. Kto chciałby po raz kolejny czytać o elfach, krasnoludach czy wampirach? Bennewicz wprowadza więc chupacabry, które świetnie uzupełniają obecność tricksterów Eszu i Anansi.

Kolejnym plusem książki jest jej realizm, a konkretnie ukryty realizm. Odniosłam dość mocne wrażenie, że autor wcale nie opisuje fantastycznego świata i wymyślonej historii. Zbyt wiele pojawia się zbiegów okoliczności, zbyt wiele nawiązań do realnych wydarzeń, a nawet poszczególnych osób, zwłaszcza tych udzielających się na scenie politycznej. Przez to czytelnik ma niezłą frajdę w czytaniu pomiędzy wierszami i zastanawianiu się nad prawdziwym sensem poszczególnych zdarzeń. W dodatku autor bardzo dobrze uchwycił obraz naszego społeczeństwa i zestawił nam ze sobą poszczególne jego obrazy, abyśmy mogli z tych obserwacji wyciągnąć coś, nad czym warto się zastanowić.

Niestety, o ile przymknęłam na to oko przy pierwszym tomie – Gra w kości – o tyle tutaj nie jestem już w stanie milczeć. W książce pojawia się za dużo błędów, które uważny korektor od razu by wychwycił. Mowa tu chociażby o zwykłych literówkach, które dość mocno zwracają uwagę czytelnika, dezorientując go i wybijając z czytelniczego transu.

Podsumowując, powieść Macieja Bennewicza jest doskonałą pozycją dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się otaczającym go światem i prawami, które nim rządzą. Głowa do wynajęcia dostarczy Wam wielu tematów do refleksji, a fantastyczne przygody głównych bohaterów sprawią, że będziecie śledzić ich losy z zapartym tchem i nie odłożycie tej książki przez długie godziny. Polecam!

Cykl: Przerażające oddziaływania na odległość (#2 w serii)
Autor: Maciej Bennewicz
Wydawnictwo: Coach & Couch Autobus i Kanapa
ISBN: 978-8-3937-5244-7
Data wydania: 2015
Liczba stron: 324
Cena: 34,90 zł
Moja ocena: 5/6

Druga część jest mroczniejsza od pierwszej i jednocześnie bardziej refleksyjna. Postaci uwikłane są w coraz bardziej niebezpieczne intrygi, po omacku szukają wyjścia z labiryntu spisków.
Poznasz korupcję na szczytach władzy i magię karaibskich bóstw. Niektórzy bohaterowie życia publicznego mogą się wydać dziwnie znajomi.
Lubisz wątki kryminalne? Lubisz groteskę i satyrę? Lubisz realizm magiczny? Lubisz powieść historyczną?
Wszystko to i jeszcze więcej, jak w znakomitej potrawie, znajdziesz w Głowie do wynajęcia. Lekkie smaki dialogów mieszają się z wytrawnymi odcieniami akcji a to wszystko zrównoważone nutą refleksji.

6Trzecia i ostatnia część z serii „Przerażające oddziaływania na odległość”. Czarująca czarownica – przybywa. Jest w takim samym stopniu złowroga co zniewalająca! Strzeżcie się jej! W trzeciej części powieści Bennewicza, uznawanej już za kultową, czytelnik jest zaskakiwany niemniej niż w poprzednich. Tytuł cyklu: Przerażające oddziaływania na odległość – to cytat z Einsteina. Czym był tak przerażony? Fizyką kwantową, fizyką cudów. Autor w swojej powieści wprowadza nas w świat, w którym cuda nowej fizyki stały się rzeczywistością. 
 

Koniec podchodów – fantastyka na wolności

Taniec ze smokami 1Pewnego pięknego dnia postanowiłam, że przestanę oglądać serial Gra o Tron, aby w pełni skupić się na czytaniu i zapoznawać się z losami poszczególnych bohaterów za pośrednictwem papieru. Trudno się więc dziwić, że Taniec ze smokami trafił w moje ręce kilka tygodni później. Wprost nie mogłam się doczekać, musiałam wiedzieć, co wydarzy się w kolejnych częściach cyklu. 
 .
.

Uwielbiam Martina. Podziwiam go za to jak wiele trudu musi włożyć w stworzenie każdego rozdziału, podziwiam go za to, że nie gubi się wśród morza rodów i bohaterów drugoplanowych, podziwiam go za to, że mimo natłoku różnych wątków potrafi doskonale poradzić sobie ze stworzeniem, ciekawej i interesującej dla czytelnika historii. To ciężka, rzemieślnicza praca, której efektem są powieści doskonałe w każdym, nawet najmniejszym, szczególe. To historie kradnące nam czas, nie pozwalające nam ich opuścić, nakazujące dalsze ich zgłębianie. Tańca ze smokami nie sposób odłożyć na półkę.

Z tomu na tom mam wrażenie, że historia staje się coraz bardziej fantastyczna i przede wszystkim coraz ciekawsza. O ile miałam problem z niektórymi tomami, a mianowicie z „wpadnięciem w rytm”, o tyle tutaj, po raz pierwszy od Starcia królów, ten problem nie wystąpił. Akcja jest zaskakująca i pełna zwrotów od początku do samego końca pierwszej części Tańca… Jest to również jedyny z tomów, w którym tak często pojawiają się stwory fantastyczne i magiczne sytuacje. Wreszcie poczułam, że czytam fantastykę, a nie książkę pseudohistoryczną.

Czytaj dalej „Koniec podchodów – fantastyka na wolności”