Co w trawie piszczy? – recenzja książki „Jano i Wito w trawie”

pol_pm_Jano-i-Wito-W-trawie-214_1„Jano i Wito w trawie” to dziecko ilustratora Przemka Liputa oraz Wioli Wołoszyn, czyli blogowej Matki Wariatki. Książka kierowana jest do dzieci do lat 3.

Zdecydowanie warto zacząć od plusów publikacji, bo tych jest dość mało. Historia Jana i Wita jest inspirowana nieco „Alicją w krainie czarów”. Główni bohaterowie odnajdują magiczny kamień. Warto tu wspomnieć, że w książce ma on inną teksturę niż pozostałe strony – w dotyku jest chropowaty. Po jego dotknięciu chłopcy zmniejszają się, dzięki czemu mogą uważnie przyjrzeć się temu, co w trawie piszczy.

Jest to książka edukacyjna, dzieci w prosty sposób będą mogły poznać dźwięki wydawane przez różne zwierzęta – od pszczoły aż po ryby. Każdy dźwięk opisany jest w ten sam sposób – krótkim wierszykiem składającym się z prostych zdań.

Problemów z tą publikacją mam kilka. Jak już wspomniałam niemal na każdej stronie książki pojawiają się te same zdania, różniące się od siebie wyłącznie dźwiękiem wydawanym przez dane zwierzę. Gdy więc kic-kic zmienia się na bul-bul, a potem na ćwir-ćwir trudno jest nie wyczuć monotonności. Innymi słowy historia może i czegoś dzieci nauczy, ale ciekawa nie jest ani trochę. Jakby autorom zabrakło pomysłu na jej opowiedzenie, choćby z humorem.

Wątpliwości budzą także ilustracje. Przemek Liput zobrazował świat pełen ciepłych barw, przyjaznych dla oka kształtów, ale ze zdecydowaną przewagą bieli. Strony z tekstem są niemal w całości białe, co nie przekonuje mnie do tego by dzieciom się spodobały.

Pierwsza ilustracja pokazuje głównych bohaterów podczas różnych zajęć. Jest mama robiąca zdjęcia kwiatom, tytułowe postaci bawiące się na kocu oraz… ojciec pracujący przy komputerze podłączonym do nie wiadomo czego. Akcja toczy się więc w domu czy ogrodzie? Niby szczegół, jednak dla mnie dość znaczący. Podobnie niezrozumiałe jest dla mnie użycie zdań: „To będzie dobry dzień” oraz „To był dobry dzień”. Stanowią one klamrę całej opowieści, jednak zupełnie nic do niej nie wnoszą i można było je spokojnie pominąć.

Chropowaty kamień jest chropowaty tylko na początku historii, pod koniec jest już zupełnie zwyczajnym kamieniem. Celowy zabieg czy niedopatrzenie? Jest to jednocześnie jedyny moment, w którym można mówić o interaktywności.

Podsumowując, „Jano i Wito w trawie” to raczej propozycja dla rodziców, którzy mają swój pomysł na wykorzystanie tej książki. Jeśli natomiast oczekujecie, że przeczytacie ją dziecku zwyczajnie, jak leci, to zdecydowanie warto zaopatrzyć się w ciekawszą pozycję.

pol_pm_Jano-i-Wito-W-trawie-214_1Tytuł: Jano i Wito w trawie
Autor: Wiola Wołoszyn, Przemek Liput
Wydawnictwo: Mamania
ISBN:  9788365796134
Data wydania: 2017
Liczba stron: 26
Cena: 29, 90 zł
Ocena: 3/6

O książce:

Duży Jano i mały Wito znajdują tajemniczy kamień. Co się stanie, kiedy go dotkną? Ojej, to magiczny kamień! Teraz wszystko zrobiło się taaakie duuuże – wąż jest ogromny, wielka pszczoła robi bzzz, bzzz i można się nawet wspinać na zająca!

Wiola Wołoszyn, z wykształcenia logopedka, z zamiłowania blogerka, postanowiła stworzyć książkę, od której nie ucieknie żadne dziecko. Fascynujący świat słów i dźwięków, kartonowe strony i zajmująca historia zaciekawią nawet najmłodszych czytelników. Opowieść zilustrował Przemek Liput, który wykreował radosne otoczenie widziane oczami małych dzieci, pełne ciepłych barw i przyjaznych kształtów.

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Co w trawie piszczy? – recenzja książki „Jano i Wito w trawie”

  1. Dziękuję za zrecenzowanie mojej książki. Wszystkie minusy, o których piszesz, były celowym zabiegiem. Ale rozumiem, że komuś mogą się nie podobać. 🙂

    Polubienie

  2. Droga Zaczytana, trzeba wziac pod uwage, ze to jest ksiazka dla maluszkow – dzieci juz od pierwszego roku zycia (a nawet i mlodszych!). Kiedy zaczelam zbierac ksiazki dla mojej corki najpierw siegnelam po klasyke – wiersze dla dzieci znanych polskich autorow. Potem zrozumialam, ze moje dziecko nie wysiedzi przy takich ksiazeczkach i zalewanie go duza iloscia niezrozumialego dla niego tekstu nie ma sensu. Siegnelam po ksiazki z dziurkami, ksiazki -macanki, ksiazki-przesuwanki, ksiazeczki muzyczne i ksiazeczki z duza iloscia wyrazen dzwiekonasladowczych. I wlasnie takimi ksiazeczkami moje dziecko jest zainteresowane: takie wyjmuje, oglada, maca, obryza, slucha kiedy czytam i powtarza wyrazenia dzwiekonasladowcze. W niektorych tekstu jak na lekarstwo, ale potrafia skutecznie przykuc uwage mojego dziecka. Co do ilustracji – male dzieci nie lubia skomplikowanych ilustracji. W moim domu najwieksza popularnoscia ciesza sie ksiazki z prostymi ilustracjami (kilka barwnych plam) oraz wlasnie ksiazeczki z wyrazistymi postaciami na bialym tle. Co do powtarzalnosci – male dzieci ucza sie w ten sposob. Jezeli maja ulubiona ksiazeczke, to czesto chca jej sluchac dziesiatki (setki?) razy. To rodzice wysiadaja i zaczynaja chowac ulubione ksiazeczki przed dzieckiem 🙂 Podsumowujac, my dorosli mozemy miec swoje opinie, ale ocena i tak nalezy do malego czytelnika. Testowanie tej ksiazki mamy jeszcze przed soba, ale zdziwilabym sie gdyby sie nie spodobala.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s